Jak się sprawuje wspaniałe kindle voyage za dwie stówy

Wstyd przyznać patrząc sobie prosto w oczy, ale jestem rozczarowany. Czytnik kosztujący rynkowo ~700 miał mnie ściąć z nóg. Amator! Nawet wiem co jest tego głównym powodem. Być może z czasem, gdy pozbędę się całkowicie nawyków wieloletniego użytkowania czytnika bez dotykowego ekranu, wady które doskwierają mi w tym momencie przestaną się liczyć.

Pomijając jednak trudność w przestawieniu się na obsługę dotykiem, boczne przyciski do przewijania stron, mające być z założenia atutem modelu voyage, okazały się słabą namiastką fizycznych knefli z kindle 4 i 5 - zwanych zusammen classic.
Nie ma przypadku gdy otwierając etui i przytrzymując czytnik nie przewinie się przypadkiem strony w te abo nazot. Bywa nawet, że przewinie się kilka stron bowiem nierzadko dotyka się ekranu przekładając czytnik z ręki do ręki po otwarciu etui. W jednym z wątków na forum mobileread dość sporo użytkowników voyage również wyrażało dezaprobatę wobec przycisków PT (page turn).

Problem stwarza również moja stara naleciałość z czasów dizajnowania. Odstręcza mnie palcowanie ekranu.
Gdy ktoś zbliżał swój uświniony paluch czy całe łapsko do monitora, żeby mi coś wskazać na ekranie, dostawał po łapach wraz ze srogą dawką inwektyw.

Po dzwonku niech się maca zwyrol
a nie palcuje monitor przy którym pracuję.

Wyświetlacz powinien być nieskazitelnie czysty. To zasada no.1 w dekalogu każdego grafika.

Nic jednak nie poradzimy z tym fantem. Jakoś trzeba nawigować po menu, w szczególności gdy często operujemy mocą podświetlenia. I tu wystąpił kolejny zbuk, choć nie jest to wada wyłącznie voyage. W paperwhite również nie da się całkowicie wyłączyć podświetlenia. Nawet przy ustawionym minimum - oznaczającym z założenia wyłączenie - podświetlenie ekranu jest wyraźnie widoczne. Nie miałem o tym pojęcia, dopóki przy wieczornej szarówce tego nie zauważyłem. Jailbreak nie oferuje w 100% działającej solucji na to, więc nawet nie biorę go pod uwagę. Jedyny sens w tym jaki odnalazłem to możliwość "włączenia" podświetlenia po ciemku.

Nie pozwólmy jednak by minusy całkowicie przysłoniły plusy.
Wyświetlacz w kindle voyage o gęstości 300 ppi to istna żyleta. W porównaniu do starych generacji różnica w jakości wyświetlanego tekstu jest tak klarowna, jak gdyby porównywać wydrukowaną na podłym papierze z recyklingu książkę do jakości druku i papieru w encyklopedii.

Dotyk ma też swoje plusy. Tworzenie notatek i obsługa słownika są o wiele szybsze. Dzięki temu również jako tako można odwiedzić jakąś stronę w przeglądarce. I posiadając dotykowy czytnik przygotowanie własnej onlajnowej biblioteczki calibre, z której można poprzez wifi zassać książkę, ma rację bytu. Bardzo przydatne gdy jesteśmy na wyjeździe i mamy dostęp do wifi, a nie chcemy zapychać czytnika toną książek.

I jeśli tylko przestaną mi się majtać strony podczas włączania, wszystko w końcu zacznie grać jak górniczo-hutnicza orkiestra dęta.


epilog

Gdy cały ambaras związany z zakupem używanego czytnika się skończył, minął pierwszy zachwyt i rozczarowanie z ręką na sercu przyznaję, że sknerowanie nie było warte całego zachodu. Obym nie musiał kupować kolejnego czytnika póki ekran w obecnym nie wysiądzie ze starości po przewinięciu granicznej ilości stron. W przeciwnym wypadku nie będę nawet rozważał kupna używki i żadne cebularstwo się we mnie nie obudzi. Kupię nowy czytnik najlepiej bezpośrednio ze strony producenta. Bo jeszcze jedna łamigłówka z treścią ogłoszenia, czy kolejna lista pytań do sprzedającego i coś we mnie znowu pęknie. Coś pokroju woreczka żółciowego...


posłowie

Zamierzyłem popełnić krótki wpisik o stawianiu blogaska.
Wyszło jak zwykle, tj. najdłuższe tekstowe monstrum jakie popełniłem w swoim życiu, oszwiście na zupełnie inny temat. Choć trochę marketingowego bullshitu wyplułem do sieci pracując w ogólnopojętym IT. Sam sobie gratuluję, że przeczytałem wszystko com wypocił do ostatniej deski i to kilka razy. A przy tym nawet raz, czy dwa drgnął mi wąs w kącikach ust.

strona 5 z 5